Adres e-mail:

Wydanie:

GABRIELA CIŻMOWSKA, redaktor naczelna NaGłos: Co mi zostało po jubileuszu 500-lecia mojego miasta? Chyba uczucie rozczarowania. Dlaczego? Bo jak dla mnie w scenariuszu obchodów było wszystko... i nic.

Podsumowanie roku jubileuszowego, które na styczniową sesją Rady Miasta przygotował Prezydent Piły, to 16 stron wyliczanki, w której wymienione zostało niemal wszystko, co wydarzyło się w 2013 roku. Czy wszystko jednak zasłużyło na miano jubileuszowych wydarzeń? Moim zdaniem: nie. Przeglądając choćby styczeń, czytamy, że ze spektaklem „Gelsomino w kraju Kłamczuchów” wystąpił Teatr Bajka z Gniezna. Czy gdyby nie było zacnego jubileuszu spektakl dla dzieci by się nie odbył? Taka wyliczanka mi się nie podoba, bo ilość niekoniecznie oznacza jakość. Wolałbym zapamiętać dwa, może trzy fajerwerki i gdy będę opowiadać wnukom, że miałam szczęście żyć na przełomie tysiącleci oraz fetować jubileusz 500-lecia Piły, móc przywołać, co się wtedy działo. Tymczasem co zapamiętam?

Chyba mimo wszystko nadanie miastu Świętych Janów za patronów, aczkolwiek wydarzenie to skończyło się później niesmacznym dyskursem, która z parafii ma przejąć spuściznę zburzonej świątyni. Zapamiętam też, że lał deszcz, kiedy Bronisław Komorowski miał odebrać tytuł honorowego obywatela Piły i pompę na lotnisku diabli wzięli.

Najbardziej rozczarowała mnie jednak (i nie tylko mnie) Uroczysta Sesja Rady Miasta, który odbyła się 4 marca, w dniu 500-lecia potwierdzenia praw miejskich. Było długo do tego stopnia, że goście uciekali chyłkiem. Szkoda, że tego dnia nie bawiło się całe miasto...
A co mi się podobało? Cykl gawęd o starej Pile przygotowany przez Muzeum Stanisława Staszica. Wartościowa była też wystawa zorganizowana w Muzeum Okręgowym, wraz z krótką historią Piły zebraną na skromnej składance. Fajny był też pomysł Dyktanda 500 czy wspólnej fotografii pilan (szkoda że to ostatnie zdarzenie, wraz z tortem urodzinowym, zafundowano nam z niedzieli na poniedziałek w nocy).

Nieodparcie żałuję jednak, że po tak dostojnym jubileuszu w mieście nie pozostał żaden materialny ślad. Trudno bowiem za taki uznać „królewską koronę” ustawioną na Wyspie. To „cudo” komentowane było nie raz, więc oceniać (krytykować) go dalej nie warto. Na deptaku stanąć miała wprawdzie Ławeczka Staszica, ale nie wyszło. Zresztą, jak wiele innych rzeczy...