Adres e-mail:

Wydanie:

Główne uroczystości związane z upamiętnieniem pożaru Puszczy Noteckiej odbędą się 22 września w Nadleśnictwie Potrzebowice. Tego dnia zaplanowano konferencję, której organizatorem jest Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Pile, Nadleśnictwo Potrzebowice i Gmina Wieleń. W wydarzeniu weźmie udział, m. in. minister środowiska, Jan Szyszko.
Dla mieszkańców, którzy pamiętają pożar, każda rocznica jest symbolicznym powrotem do wydarzeń z 10 sierpnia 1992 roku.

 

Przyszło tak nagle

Wszystko zaczęło się w Miałach. Upalnego lata 1992 roku w Puszczy Noteckiej były dwa pożary. Pierwszy wybuchł w czerwcu. Spaliło się wówczas 350 ha lasów. Kiedy wydawało się, że nic gorszego się nie wydarzy, 10 sierpnia pokazał, jak nieprzewidywalna jest siła przyrody.

– To był kolejny upalny dzień. Nikt nie spodziewał się, że może coś się stać – wspomina Maria Siemieniak (wypowiedź z filmu „To przyszło tak nagle” – przyp. red). Około godziny 16.00 przy wyjeździe z Miałów (na torach kolejowych na odcinku Krzyż – Poznań) przejeżdżał pociąg. Iskry ze zblokowanych hamulców jednego z wagonów wywołały pożar. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Niszczył wszystko, co stanęło mu na drodze.

– Ogień rozprzestrzeniał się od razu, jakby był tutaj cały czas – wspomina Maria Siemieniak, która pamięta, że część mieszkańców uciekała w stronę Białej (głównie kobiety z dziećmi). Podobnie było w Miałach. Niektórzy ewakuowali się w stronę Wronek.

– Było ogromne zadymienie. Dosłownie na pięciu metrach nie było widać drugiego człowieka – mówi Zdzisław Misiaczyk, sołtys wsi Miały (wypowiedź z filmu „To przyszło tak nagle” – przyp. red.). Burmistrz Elżbieta Rybarczyk tego dnia pełniła służbę jako dyżurna ruchu na stacji kolejowej w Czarnkowie. – Staliśmy wówczas na peronie i patrzyliśmy na ciemne i ciężkie chmury, które dotarły nad miasto. Byliśmy pewni, że to chmury burzowo deszczowe, jak się potem okazało, to były kłęby dymu. To było przerażające, docierały do nas wtedy szczątkowe informacje – wspomina.


Zbawienny deszcz

Cud uratował Puszczę Notecką. Tak mówiono o ulewie, która tuż przed północą ugasiła pożar. – Gdyby nie deszcz, ogień mógłby zakończyć się nad ranem w okolicach Czarnkowa. Spaliłaby się cała Puszcza. Po tym wszystkim komendant policji opowiadał mi, że spalone szyszki łapał w Krzyżu Wlkp. na stacji – mówił w wywiadzie z 2012 roku, śp. Hieronim Adamczewski, ówczesny nadleśniczy Nadleśnictwa Potrzebowice.

– Moja córka wracała o północy z praktyk. Na stacji we Wronkach mówili jej, że nie ma już Mężyka, Miałów i Potrzebowic. Na szczęście spadł ten zbawienny deszcz. To była największa radość, że nikt się nie spalił i wszyscy jesteśmy razem – wspomina Maria Siemieniak.

Poranek ujawnił ogrom zniszczeń. Spaliło się 5 770 ha, obwód pożarzyska miał 80 km.

– Następnego dnia ujrzeliśmy ogrom zniszczeń. To było przerażające. Zapamiętałem taką ciszę, martwą ciszę (…). Na szczęście nikt nie zginął – mówi sołtys Misiaczyk.

Bardzo szybko rozpoczęło się sprzątanie terenu. Od następnej wiosny można było sadzić nowy las. W odnowienie Puszczy Noteckiej zaangażowały się wszystkie nadleśnictwa wchodzące w skład Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Pile. Sadzenie odbyło się w rekordowym tempie. W ciągu trzech lat posadzono 80 mln drzew (po dwie sadzonki na jednego Polaka), dbając o wzbogacenie składu gatunkowego nowych nasadzeń gatunkami liściastymi jak brzoza, dąb czy lipa.

Spalony las składał się w blisko 99 % z sosny, po odnowieniu sosna stanowi około 74%. Nowy las, który wyrósł na zgliszczach spalonego, obecnie jest rajem dla grzybiarzy.

Dla mieszkańców Ziemi Wieleńskiej – mimo upływu 25 lat – rosnący las już zawsze będzie przypominał, jak niszcząca może być siła natury...

DD

----------------------------------

Na pogorzelisku w ciągu trzech lat posadzono 80 mln drzew. To po dwie sadzonki na każdego Polaka...